Tonąca osoba nad jeziorem lusowskim - fałszywy alarm

Wyje syrena 4:20, środek nocy. Zgłoszenie – „tonąca osoba nad jeziorem".

Relacja Jana Krystka, strażaka z Lusowa zamieszczona w serwisie fb.com

"Na miejscu chaos, zgłaszające nie potrafią określić lokalizacji osoby poszkodowanej. Szybkie rozstawienie sprzętu, przygotowanie dwóch w pełni sprawnych punktów medycznych, po prostu działamy według schematu. Strażacy na pontonie, zaczynamy poszukiwania. Od osób zgłaszających nie potrafimy uzyskać dokładnych informacji. W wodzie niby znajduje się jedna osoba, potem 2 na końcu 3. Ze względu na stan upojenia dziewczyn, nie możemy dowiedzieć się ile dokładnie osób znajduje się w wodzie. Całkowity brak powagi ze strony nastolatek, dla nich nie warte jest życie tego człowieka, ważniejsze są zostawione buty na pomoście.. Na miejsce dojeżdża więcej zastępów, w tym SGRW-n z JRG 1 Poznań. Nurkowie przeszukują wskazany teren pod pomostem, bez skutku. Wrzucony sonar do wody również nie wykazał obecności topielca. Z wody wychodzi znajoma osób zgłaszających, twierdzi, że ktoś się topił. Ciągle brak dokładnych informacji, wszystko się plącze.

Na szczęście nurkowie i strażacy nie znaleźli nikogo pod wodą. Monitoring nad jeziorem wykluczył obecność mężczyzny w pobliżu. Człowiek był znajomym dziewczyn, natomiast widząc, że się kąpią w wodzie, postanowił pojechać do domu. Stąd apel o rozwagę z alkoholem i zachowanie choć trochę rozumu. Wykorzystaliśmy mnóstwo sprzętu, czasu i ludzi. Ktoś mógł na prawdę potrzebować pomocy. Widać jak szerzy się debilizm u ludzi w moim wieku. To straszne... Nie mniej akcja przeprowadzona podręcznikowo. Gratulacje dla wszystkich biorących udział w działaniach. Pokazaliśmy, że szkolenia i doświadczenie z poprzednich tego typu wyjazdów nie idzie na marne."

Agnieszka Wilczyńska na postawie fb.com

fot. J. Krystek (fb.com)
Kategoria: