Z pamiętnika członka komisji wyborczej

Praca w Okręgowej Komisji Wyborczej do najcięższych nie należy i nie wymaga jakiś super mocy czy kwalifikacji, ale wymaga skrupulatności i jest czasochłonna. Ja niedzielę, 13 października rozpoczęłam od godz. 5.30, w domu byłam po północy. Płaca: 350 zł, płatne po zakończeniu prac komisji.

Praca polega na tym, że w większości siedzi się za stołem. Weryfikuje się przychodzących wyborców (na podstawie dokumentu ze zdjęciem). Pilnuje się, żeby się podpisali w odpowiedniej kratce (nie ta kratka może oznaczać kłopoty). Wydaje się karty do głosowania. Uśmiecha się (przynajmniej ja się uśmiechałam). Jeszcze uważa się, żeby wszystkie wydane karty trafiły do urny. W locie można zjeść kanapkę, wziąć łyka wody lub kawy (kto co lubi). I tak od godz. 7.00 do 21.00 z przerwą (2-4 godz.). Po godzinie 21.00 liczenie. Po przeliczeniu, sprawdzeniu, podpisaniu protokołów, opisaniu, zapakowaniu wszystkiego w paczki, koperty, worki… komisja w pełnym składzie udaje się do Urzędu Gminy, gdzie jeszcze raz weryfikowana jest nasza praca. Nam, cała procedura zakończenia prac komisji zajęła prawie 3 godziny, ale wiem, że niektórym komisjom zajęło to znacznie dłużej. Znajoma mi opowiadała, że jej komisja skończyła pracę około godz. 2.00 w nocy. Spokojnie wróciła do domu i położyła się spać. Po czym po godzinie dostała telefon, ze jednak w protokole coś się nie zgadza i musiała jechać z powrotem do Urzędu. W poprzednich wyborach samorządowych jedna z komisji pracowała do 8 rano!

Tym razem, w moim okręgu, z urny wyjęliśmy 1262 karty do sejmu i tyleż samo do senatu. Frekwencja w moim fyrtlu wyniosła 77,27%. Uważam, że to bardzo dużo. Z resztą, cały dzień było widać ruch. Długich kolejek nie było, ale cały czas ktoś był w lokalu. Wciąż ktoś wchodził i wychodził. Panowało poruszenie, a nad nami unosiła się atmosfera ogólnej mobilizacji.

Powiem szczerze, uwielbiam tą robotę! Już noc przed nie mogę spać z przejęcia! Tym razem nastawiłam sobie dwa budziki, a i tak wstałam zanim którykolwiek zdążył zadzwonić. Trudno mi dokładnie opisać to uczucie, które towarzyszy mi przy wydawaniu kolejnych kart do głosowania. To mieszanka dumy, radości i spełnienia. Takie poczucie, że tu i teraz dzieje się historia, że wokół mnie jest tylu ludzi, którzy odpowiedzialnie podchodzą do Polski. A efekt mojej pracy jest widoczny od razu, to niesamowicie cieszy i buduje.

Oczywiście praca z ludźmi to nie zawsze same radości. W tym roku przyszła jedna Pani, która wyzwala nas (komisję) od złodziei, a karty do głosowania nazwała szmatami. No cóż.

Bardzo dziękuję pozostałym członkom mojej komisji. Bardzo dobrze mi się z Wami pracowało. Dziesięć osób, które w większości się wcześniej nie znały, stworzyły zgraną drużynę. Członkowie komisji zwykle są okolicznymi mieszkańcami (sąsiadami). Do tej pracy zgłaszają się sami. Zwykle mają poparcie partii politycznych lub rekomenduje ich Urząd Gminy. Mają różne poglądy i spojrzenia na świat. To nam na szczęście nie przeszkodziło współpracować. Mieliśmy wspólny cel. Razem sprawnie przeprowadziliśmy akcję „wybory parlamentarne 2019”.

Polecam się przy kolejnych wyborach i pozdrawiam wszystkich wyborców, którzy w niedzielę oddali swój głos!

Agnieszka Wilczyńska

Z pamiętnika członka komisji wyborczej
Kategoria: