Recenzja filmu „1917”

Niedawno w polskich kinach pojawił się nominowany aż w dziewięciu kategoriach film pt. „1917”. Sam Mendes również znajduje się na tej liście, właśnie za wyreżyserowanie tego obrazu. Czym właściwie jest „1917” i czy zasługuje na statuetkę Akademii? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w poniższym tekście.

Na samym początku poznajemy dwóch głównych bohaterów: starszego szeregowego Blake’a (Dean-Charles Chapman) oraz jego kolegę o tym samym stopniu Schofielda (George MacKay). Służą w brytyjskiej armii podczas I wojny światowej na terenach francuskich, jak wskazuje sam tytuł, w roku 1917. Otrzymują rozkaz dotarcia do innej brytyjskiej kompanii, która ma przypuścić wkrótce atak na stanowiska niemieckie, co jest przewidzianą przez przeciwników zasadzką. Muszą przekazać by, że atak został odwołany i tym samym uratować 1600 żołnierzy w tym brata Blake’a.  Pomimo tego, że opisany przeze mnie zarys fabuły jest zarysowywany w pierwszych dwóch minutach filmu to sama historia, ponadto nie ma zbyt wiele do opowiedzenia. Niestety obraz ten jest bardzo przewidywalny i nic mnie w nim nie zdziwiło ani też szczególnie nie poruszyło. Zupełnie nie czułem więzi z bohaterami więc dosyć obojętnie patrzyłem jak po raz kolejny czołgają się w błocie lub uciekają przed wściekłymi Niemcami. Zostawmy na razie warstwę fabularną a skupmy się na części audiowizualnej, która zdecydowanie nadrabia braki w fabule. Film jest przepiękny, każdy kadr ma w sobie wyjątkowe walory estetyczne. Ruch kamery i sposób kadrowania są bardzo naturalne przez co nigdy nie czujemy się zagubieni w pozornie chaotycznych scenach akcji. Bardzo ciekawym zabiegiem jest utrzymanie ciągłości pomiędzy poszczególnymi scenami poprzez pozornie długie jazdy kamery z dobrze ukrytymi cięciami. Bardzo płynnie przechodzimy od szybkich scen pogoni lub walki do bardziej wyważonych dialogów między bohaterami, pozwalających lekko odpocząć od dużej intensywności tych poprzednich. Muzyka znajduje się na najwyższym poziomie, utwory skomponowane przez Thomasa Newmana idealnie współgrają z obrazem. Jeżeli weźmiemy pod uwagę wszystkie elementy filmu Mendesa otrzymujemy piękne, patetyczne widowisko.

Niestety ze względu na zupełny brak więzi z bohaterami ten film zupełnie mnie nie ruszył. Uważam, że jest to zdecydowanie przerost formy nad treścią. Niestety jest to odtworzenie po raz kolejny starego schematu wykorzystując technologię IMAX. Z tego powodu wyszedłem z seansu dosyć zawiedziony i moja ocena to jedynie 6/10. Film zrobiony bardzo poprawnie ale niestety nie wnosi ze sobą nic nowego. Z tego też powodu uważam, że to nie jemu przypadnie nagroda główna Akademii.

Miłosz Lupiński

Kategoria: 

Dodaj komentarz