“Nędznicy” reżyseria: Ladj Ly - RECENZJA

“Nędznicy” - jedyny francuski film nominowany do tegorocznych Oscarów musiał ustąpić w swojej kategorii (filmy nie anglojęzyczne) zdobywcy głównej statuetki - “Parasite”. Reżyser (Ladj Ly) podchodzi do tematu po raz drugi. Pierwsi “Nędznicy” (tytuł jest dokładnie ten sam) ukazali się w roku 2017 jako film krótkometrażowy. Co ciekawe główne role grali w nim ci sami aktorzy co w najnowszym obrazie a fabuła prawie nie uległa zmianie.

Miejscem akcji są paryskie blokowiska. Głównym bohaterem jest świeżo upieczony policjant Ruiz (Damien Bonnard), który towarzyszy dwóm starszym stażem kolegom: Chrisowi (Alexis Manenti) oraz Gwadzie (Djibril Zonga). Razem wyruszają na pierwszy patrol w życiu nowego funkcjonariusza, który będzie bardzo trudnym i emocjonującym. Bardzo szybko ujawniają się różnice pomiędzy sposobami rozwiązywania problemów przez doświadczonych mundurowych a nowicjuszem.

Zdecydowanie największym atutem filmu jest ukazanie wielu perspektyw. Przez większość czasu towarzyszymy stróżom prawa lecz pomimo tego reżyser doskonale przeplata wiele różnych postaci. Relacje między nimi są prowadzone w sposób bardzo naturalny i są najciekawszym aspektem tego dzieła. Bardzo ważną (jeśli nie najważniejszą) rolę odgrywają dzieci, które są rzeczywistymi ofiarami panującej tam patologii. Ukazana w obrazie przemoc za każdym razem odnosi się wobec najmłodszych, nie ważne czy jest to przemoc ze strony policji czy innych mieszkańców dzielnicy. W tym obrazie nic nie jest czarno-białe a pozornie złe czyny okazują się słuszne. A samo zakończenie pozostawia widza z poczuciem sprawiedliwości, która musiała zostać wymierzona oddolnie.

Bardzo dobrze wypada również sposób w jaki Nędznicy zostali nakręceni. Film, na pierwszy rzut oka można pomylić z dokumentem. Taki sposób ukazania świata dodaje mu bardzo wiele realizmu. Urbanistyczne przestrzenie ukazane w filmie są idealnie dopasowane do opowieści. Momentami miałem wrażenie jakbym faktycznie znajdował się w tym miejscu.

Niestety największym minusem filmu jest jego początek, nie chodzi o pierwszą scenę, która bardzo dobrze zapowiada resztę filmu ale już o samą opowieść. Przez pierwsze 30 minut oglądamy bardzo nijakie sceny z udziałem nijakich postaci, które na szczęście później poznajemy lepiej i zaczynamy rozumieć. Szczególnie irytującą była dla mnie scena na komisariacie, do bólu sztampowa, zwyczajnie nudna i niewiele wnosząca do filmu.

Pomimo nie najlepszego początku nie skreśliłem całego dzieła. Uważam, że jest to film warty obejrzenia ze względu na bardzo interesujące relacje pomiędzy postaciami oraz ze względu na to jak zostały ukazane codzienne problemy tej społeczności.

artykuł: Miłosz Lupiński

Kategoria: 

Dodaj komentarz