Środowy atak zimy

Gdy wyjeżdżałam z domu około godz. 17.30 śnieg dopiero zaczynał pruszyć, delikatnie, wręcz romantycznie. Temperatura -2 st. C. Gdy dojechałam do celu o godz. 18.50 trwała już zamieć. Gdy wracałam po godz. 21.00 warunki drogowe były dramatyczne.

Przed drogą powrotną najpierw musiałam odśnieżyć auto z około 8-10 centymetrowej białej czapy. Jechałam z Tarnowa Podgórnego do Palędzia. Na lokalnej drodze (przez centrum wsi) leżał rozjeżdżony śnieg. Ślady pługu były na chodniku. Na rondzie Lecha Wałęsy jechałam zaledwie 20 km na godzinę a i tak miałam wrażenie, że się ślizgam. Miałam nadzieję, że na drodze krajowej nr 92 będzie lepiej. Nie było. Droga zlewała się z otoczeniem, w części dwujezdniowej nie sposób było rozróżnić pasów ruchu. Wszyscy jechali bardzo wolno, nie znalazł się nikt, kto by szarżował. Trudno było określić czy to lód czy śnieg, z resztą nie miałam ochoty tego sprawdzać, na wszelki wypadek nie używałam za bardzo hamulca.

Na S11 niestety nie było lepiej. Pierwszy raz w życiu jechałam eską z prędkością 40 km/h. Tu jednak znaleźli się odważni. Wyprzedziły mnie dwa TIRY, choć nie widać nawet było pasów na jezdni. Przyznam się szczerze, że dawno nie miałam na drodze takiego pietra. Pług śnieżny zauważyłam dopiero około godz. 21.35 i to na przeciwnym pasie ruchu. 

Po zjechaniu na drogę powiatową do Dąbrówki lepiej być nie mogło. Droga białą, tempo 30.

Po zjechaniu na drogę nieutwardzoną miałam wrażenie, że odkrywam biegun południowy. Moje auto dziewiczo zostawiało ślady na drodze, która jakby stała się bardziej równa niż zwykle.

Dziś rano (12 stycznia) wszystkie drogi przejezdne. Zdecydowanie drogowcom pomogła temperatura. O godz. 7.00 mój termometr wskazywał +2 st. C. Pda tylko deszcz lub deszcz ze śniegiem.

Czyli dziś plucha.

Agnieszka Wilczyńska

Środowy atak zimy
Kategoria: