50 maratonów Jolanty Witczak

 

Agnieszka Wilczyńska: Skąd u Pani pasja biegania?

Jolanta Witczak: Od dziecka lubiłam biegać. Chodziłam do szkoły w Tarnowie Podgórnym, moją wychowawczynią była wuefistka, ona zaszczepiła we mnie miłość do biegania.

A skąd zamiłowanie do długich dystansów?

Mój mąż zaczął biegać wcześniej ode mnie. Na początku myślałam, że nie jestem stworzona do długich dystansów. Najpierw kibicowałam mężowi. Ale wreszcie spróbowałam sama. Pamiętam 1 maja 2009 roku mąż zabrał mnie i córkę na pierwszy trening. Po półtora miesiąca biegania przebiegłam swój pierwszy półmaraton w Grodzisku. 1 czerwca przebiegłam pierwszy maraton w Ostrowie Wielkopolskim. Byłam czwarta w kategorii Open. Wtedy nie walczyłam o miejsce. Moim celem było ukończenie biegu. Czułam jakbym zdobyła swój Mount Everest. Potem kolejne biegi, myśli o kolejnych maratonach. Chciałam już biegać coraz dłuższe dystanse.

W drugim maratonie w moim życiu w Lesznie zwyciężyłam. To był niewielki maraton, ale satysfakcja ogromna. W trzecim maratonie w Poznaniu nie zdobyłam znaczącego wyniku, ale jestem dumna, bo pobiegłam w czasie poniżej czterech godzin.

Po kilku miesiącach  miałam kontuzję, która mnie nauczyła, że nie wszystko można od razu. Kontuzja mnie unieruchomiła na pół roku. Po kontuzji wróciłam do biegania w 2010 roku.

Biegałam głównie półmaratony i maratony. Ale spróbowałam już wtedy biegów górskich. Jest to zupełnie inna atmosfera, otoczka. Z biegaczami spotyka się już kilka dni wcześniej. I powoli zaczęłam odchodzić od półmaratonów. Biegaliśmy te same trasy, robiło się nudno.

Założyłam sobie, że jeśli przebiegnę dziesięć maratonów w jednym roku to spróbuję pierwszą setkę. Długie dystanse zaczęły mnie pociągać.

Czy Pani biega jeszcze dla przyjemności, dla wyniku czy pokonania dystansu?

Biegam dla przyjemności. Krótkie dystanse są za szybkie. Ja lubię biec z kimś, lubię rozmawiać, oglądać przyrodę, podziwiać widoki. Biegam o każdej porze roku i w każdą pogodę. Biegam także zimowe maratony. Nie korzystam z siłowni, biegam tylko w plenerze. Najczęściej trenuję biegi z psami w okolicach domu. Staram się nie biegać po asfalcie. Wybieram teren. Wokół Lusowa, gdzie mieszkam są przepiękne tereny.

Do pierwszej setki w Kaliszu nie przygotowywałam się specjalnie. Nie biegłam nigdy wcześniej więcej niż 50 km. Nie wiedziałam jak mój organizm zareaguje. Tam przyglądałam się, jak profesjonalnie przygotowuję się inni biegacze. Specjalne odżywki, energetyzujące żele były dla mnie nowością. Biegłam swoim tempem w grupie, było wesoło. Na ostatnich kilometrach już czuć było nogi, ale kryzysu na szczęście nie odczułam. Zajęłam 3 miejsce w klasie Open. Stwierdziłam, że im dłużej biegnę, tym bardziej mnie satysfakcjonuje.

Ale prawdziwa miłość do biegów długodystansowych przyszła na biegu GWINT, gdzie biegnie się głównie w lesie.

Czy biega Pani teraz tylko biegi długodystansowe?

Nie, maratony także biegam i inne biegi w okolicy. Na przykład zawsze biorę udział w Maratonie Poznańskim. Marzy mi się długi bieg terenowy w naszej okolicy.

Czy Pani rozważa także branie udziału w triatlonach?

Nie. Triatlon wymaga dużo więcej przygotowań. Jazda na rowerze, pływanie. Poza tym mnie interesuje dystans, więc pewnie chciałabym być przygotowana na pełen dystans, a nie pół.

Bieganie i wyjazdy są odskocznią od normalnych zajęć.

Czy policzyła Pani kiedyś ile kilometrów przebiegła?

Nie. W sumie przebiegłam już 50 maratonów, ultra maratonów przebiegłam 10, o półmaratonach już nie mówię.  W ubiegłym roku przebiegłam 17 maratonów. W tym roku już 8 maratonów, 2 ultra maratony, dwie dziesiątki. Dla ludzi, którzy nie biegają za dużo wydaje się to dużo, ale dla uczestników takich imprez to normalne.

W tym i w zeszłym roku pobiegłam także z Ryszardem Kałaczyńskim, który zdobył Rekord Guinessa, biegając przez rok codziennie maraton.

Czy przygotowuje się Pani szczególnie do biegów?

Nie, nie muszę specjalnie się przygotowywać, oczywiście biegam. Nie codziennie, co drugi dzień. Dystans ponad 20 km. Szukam specjalnych podbiegów. Żeby biegać długie dystanse, trzeba swoje wybiegać.  

Czy stosuje Pani specjalną dietę?

Nie, zwracam uwagę oczywiście co jem. Staram się jeść dużo warzyw i owoców. Nie jestem wegetarianką. Jem wszystko, ale unikam czasem niektórych produktów. Generalnie jem dużo. Wagę trzymam od lat taką samą.

Co Pani je „na biegach”?

Podczas długich biegów jem batony energetyczne, jedzenie przygotowane przez organizatorów, ważny jest ciepły posiłek i dużo wody. Nie jem żeli energetycznych.

Czy biega Pani tylko w Polsce?

Biegałam także we Francji, w Normandii. Wybieram się w tym roku do Moskwy na maraton. Może uda mi się pojechać do Estonii.

Jak wspiera Panią rodzina?

Mam już dorosłe dzieci. Syn też już ze mną biegał. Mąż chwycił kontuzję i od tego czasu nie biega, gra w piłkę. Rodzinie jest trudniej, gdy wyjeżdżam. Wiąże się to czasem kilkudniową nieobecnością. Mężczyznom dużo łatwiej wyjechać z domu. Ostatnio staram się ograniczyć do dwóch startów w miesiącu.

Biegnie Pani do pracy?

Pracę mam około 20 km od domu, w Poznaniu. Kiedyś biegłam z pracy. Teraz nie biegam zwłaszcza ze względu na zanieczyszczone środowisko i spaliny. Zwracam na to dużą uwagę. Nawet u siebie staram nie się biegać blisko domów, w których pali się w piecu i dymi się z komina.

Jakie ma Pani najbliższe plany biegowe?

W tym roku zdobyłam kwalifikację do Spartathlonu (ultramaraton na dystansie 246 km z Aten do Sparty). W przyszłym roku chciałabym przebiec w maratonie Bajkał, zimą po lodzie. W 2018 roku chciałabym przebiec w ekspedycji „Himalaje”.

Dziękuję za rozmowę.

(Rozmowę przerpowadzono 18 maja 2016 roku)

Jolanta Witczak na mecie GWINT Ultra Cross 7.05.2016r. (www.facebook.com)
Kategoria: