Kochać, ale jak?

Skrót wykładu wygłoszonego w ramach cyklu spotkań wsparcia psychologicznego dla rodziców i opiekunów osób z niepełnosprawnościami organizowanych przez Tarnowskie Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych TARSON. Tarnowo Podgórne, 13.06.2018

 

Kochać, jak to łatwo powiedzieć... Tymczasem z miłością jest jeszcze trudniej niż z prawdą. Każdy wie swoje. I niemal każdy wie, widzi inaczej. Jak znaleźć to co ogólne i uniwersalne w tym co szczegółowe i unikatowe? Oto paradoks i pułapka próby racjonalnego zrozumienia miłości. Nie ułatwia sprawy pozorna sprzeczność pomiędzy nakazem kochania bliźniego swego jak siebie samego, a opisem miłości jako całkowitego poświęcenia siebie na rzecz drugiej osoby, jaki wszyscy nowożeńcy słyszą podczas sakramentalnego „tak”.

Miłość nie jedno ma imię. Inna jest miłość małżeńska, rodzicielska, do rodziców, miłość do ojczyzny.

Większość opisów miłości skoncentrowany jest wokół dwóch pytań: o cechy i istotę miłości i o jej cel i funkcje. Odpowiedzi na pierwsze pytanie przedstawiane są w różnego rodzaju typologiach. Poeci i pisarze napisali o niej całe tomy.

Zdaniem Ericha Fromma, autora Ucieczki od wolności, Mieć czy być, dojrzałą miłość cechują: troska, szacunek, odpowiedzialność i wiedza. To stanowi wspólny mianownik każdej formy miłości, niezależnie od jej obiektu.

O cel miłości pytano od zarania dziejów. Grecy wierzyli, że wiedza, a nawet etyczne dobro niemożliwe jest bez Erosa, tęsknoty do poświęceń, szukania wzorów szlachetnego i dobrego życia. Uważano, że Eros zawsze prowadzi nas do przekroczenia samych siebie, jest wyrazem twórczego ducha w człowieku. Chrześcijaństwo uznawane jest za religię i drogę miłości.

Dla Nietzschego przejawem Erosa jest umiłowanie swego przeznaczenia, amor fati, bo los to nie przypadkowe nieszczęścia jakie się nam przytrafiają. To droga rozwoju, którego warunkiem jest akceptacja tego, co nam los niesie. Los człowieka bywa nieubłagany i niezmienny, a odwaga jego przyjęcia rodzi, zdaniem A. Camusa, Erosa - miłość.

Zatem celem miłości jest rozwój, w takich warunkach w jakich przyszło nam żyć i przy wszystkich ograniczeniach jakim podlegamy.

W naszej kulturze zwykliśmy utożsamiając miłość z uczuciem, przeciwstawiać ją woli. Jest to błędne podejście. Miłość i wola są zespolonymi formami doświadczenia ludzkiego. Toteż, nie lekceważąc roli emocji, trzeba jasno powiedzieć: dojrzała miłość to przede wszystkim kwestia decyzji, zadanie dla woli, dzięki którym możliwe jest trwanie i twórczy rozwój uczucia. Brak zrozumienia tej podstawowej prawdy prowadzi do wielu nieporozumień, dramatów, a nawet tragedii.

Sytuacja komplikuje się dodatkowo, kiedy w rodzinie pojawia się dziecko specjalnej troski. Jego specyficzne potrzeby, konieczność poświęcenia mu szczególnej uwagi niosą z sobą zagrożenia dla pielęgnowania i rozwijania miłości w rodzinie. Najważniejsze z nich to: zaburzenie relacji między rodzicami, niebezpieczeństwo symbiotycznej więzi opiekuna z dzieckiem, brak przestrzeni i możliwości nauczenia dziecka sztuki miłości.

Miłość pomiędzy kobietą a mężczyzną jest zjawiskiem wielowymiarowym, które można opisać przy pomocy trzech zasadniczych składników: namiętność (pasja), intymność (bliskość) i zaangażowanie (decyzja/zobowiązania). Na pierwszym etapie związku ogromna rolę odgrywa namiętność, której fundamentem jest najczęściej pociąg seksualny. To niejako „załatwia” za nas

sama natura. Intymność i zaangażowanie musimy sobie wypracować sami. I to od nich zależy trwałość związku. Intymności to pozytywne uczucia i działania wzmacniające przywiązanie partnerów. Nie jest to łatwe, bo każdy człowiek to oddzielny kosmos, z innymi doświadczeniami, marzeniami, pragnieniami. Trzeba się nawzajem poznać, uszanować własną inność, zatroszczyć o dobre samopoczucie partnera i odpowiedzialnie budować wzajemne relacje.

A jak to robić, kiedy cały świat nagle staje na głowie? Kobiecie/matce jest o tyle łatwiej, że intymność z dzieckiem budowała się niejako sama w czasie ciąży. Mężczyźnie ten etap bliskości jest praktycznie niedostępny. Jeżeli kobieta, siłą rzeczy, przenosi gross swojej uwagi na dziecko, to tym samym, bez złych intencji, ogranicza intymność z partnerem. A to osłabia jego zaangażowanie. W tym miejscu leży przyczyna tak masowych ucieczek ojców dzieci z niepełnosprawnością, skazania kobiet na przymus heroiczności. Niektórym parom udaje się, wielkim kosztem, ocalić, a nawet rozwijać swoją miłość. Dla wielu jest to zadanie ponad siły. Jeżeli nie otrzymają pomocy z zewnątrz, zaczynają reagować lękowo, obronnie. A to rodzi potrzebę nadmiernego chronienia siebie i dziecka, co staje się przyczyną niezdrowej więzi symbiotycznej. Zatarcia granicy psychicznej pomiędzy rodzicem a dzieckiem, niezdolności do przecięcia psychicznej pępowiny. Bez zbudowania własnych psychologicznych granic, poczucia autonomii, nawet w bardzo ograniczonym zakresie, odrębności i podmiotowości dziecko nie jest w stanie uczyć się trudnej sztuki miłości.

Dobry rodzic to rodzic szczęśliwy. Szczęśliwy rodzić to rodzic realizujący się na drodze miłości. Jeżeli chcemy pomagać osobom z niepełnosprawnościami pomóżmy ich rodzicom ocalić i rozwijać miłość. Żeby to było możliwe musimy najpierw nauczyć się kochać samych siebie.

dr Jadwiga Kwiek, psycholog, psychoterapeuta

Kategoria: